GODZINY OTWARCIA RESTAURACJI PN-CZW: 12.00 - 21.00
PT: 12.00 - 22.00
SOB: 11.00 - 22.00
ND: 11.00 - 21.00

Warownia
Pszczyńskich Rycerzy

Zamek, imprezy, restauracja

Nasi bohaterowie

Żelazny Okrutnik i Piękna Helena

Jest pochmurny sierpniowy dzień 1424 roku. W Raciborzu umiera książę okrutnik, Jan II Żelazny z rodu Przemyślidów. Oto co napisze o nim Jan Długosz, znany polski kronikarz: „…popadłszy w szał, umiera w Raciborzu książę raciborski Jan, człowiek podstępny i przebiegły. Zostaje pochowany w klasztorze dominikańskim. Z Heleny, córki księcia litewskiego Korybuta, pozostawił dwóch synów: Mikołaja i Wacława oraz jedną córkę Małgorzatę…"

Czarna sława wlecze się, za porywczym księciem. W 1390 roku każe utopić proboszczów z Żor i Krzyżowic. W 1391 r. niszczy dobra biskupa krakowskiego Jana. W 1397 r. morduje na Karlsztajnie delegację panów czeskich. W 1406 r. jest zamieszany w zabójstwo syna księcia cieszyńskiego, Przemysława panującego w Oświęcimiu. Nic dziwnego, że jako człowiek skłonny do okrucieństwa, zyskuje przydomek ferrus dux, czyli żelazny książę.

Prawda zawsze tkwi pośrodku, niektórzy historycy mawiają, że książę był skutecznym politykiem, a to wymagało niezwyczajnych środków. Ale czy wszystko można usprawiedliwić?

Żelazny, twierdzą inni, to zasłużony przydomek, bo książę założył najstarszą na Górnym Śląsku kuźnicę, nad rzeką Kłodnicą. I był dobrym gospodarzem. To prawda, doprowadził do wykupu zadłużonej ojcowizny, księstwa karniowskiego.

Ale czarna legenda nie opuszcza księcia aż do dziś. Przyjrzyjmy się zatem nieco bliżej jego życiorysowi.

W momencie śmierci swego ojca, Jana I, ok. 1380/82, Jan Żelazny jest kilkunastoletnim młodzieńcem [rocznik 1365 r.]. Od razu też staje wobec wielkich wyzwań. Księstwo opawsko-raciborskie trzeba podzielić między braci, a przypadającą mu mocno zadłużoną raciborszczyznę ratować. By pokryć wydatki sprzedaje i zastawia miasta Pszczynę, Żory i Mikołów wraz z okolicznymi wsiami. Decyduje się też w 1384 r. sprzedać przypadającą mu część księstwa karniowskiego. Wszystkie te tereny trafiają do rąk księcia Władysława Opolczyka, śląskiego Piasta, za pieniądze tak potrzebne teraz Przemyślidzie.

Potem Jan II robi karierę na czeskim dworze królewskim, podobnie jak ojciec. Ale gdy jego ojciec tracił, on postanowił zyskać. I to się Żelaznemu udaje. Staje się jednym z sojuszników, bliskich współpracowników króla Wacława IV Luksemburczyka. A to kosztuje władcę, nic w polityce nie dzieje się za darmo – Żelazny pełni na praskim dworze znaczące funkcje m.in. urząd wielkiego ochmistrza królewskiego. Nic dziwnego, Żelazny zarabia, by wykupić zastawione włości.

I działa. W 1385 r. popiera zbrojne starania się Zygmunta Luksemburskiego o tron węgierski. W tym celu wspólnie z zaprzyjaźnionym z nim margrabią morawskim Prokopem wyprawia się na Węgry. Oczywiście, poparcie to trochę Luksemburskiego kosztuje. Żelazny umie zarabiać na polityce.

I chce wykupić od Opolczyka zastawione dobra. Udaje się połowicznie ok. 1390 r. Książę odzyskuje Żory, Pszczynę i Mikołów z wsiami, ale na księstwo karniowskie brakuje już pieniędzy [bo Opolczyk żąda więcej, i więcej grosza]. Więc odzyskuje tylko Bruntal z okolicą, a reszta trafia w ręce margrabiego Jodoka, szwagra Opolczyka, który oferuje „pomoc” w wykupie. A ponieważ nikt nie pytał o zgodę czeskiego króla na transakcję [a w świetle prawa lennego – powinien], ten urażony, milcząco akceptuje najazd krewnych Żelaznego na posiadłości Opolczyka.

W tym samym czasie wojska księcia Jana odwetowo, jak się przypuszcza, najeżdżają dobra biskupów krakowskich, konkretnie kilka wsi koło Sławkowa i zamek Lipowiec, paląc je i niszcząc. Ale to ówczesny biskup krakowski, Jan z Radliczyc, zaczyna konflikt, bo korzystając z zamieszania związanego z najazdem na dobra Władysława Opolczyka, chce przyłączyć tereny biskupstwa krakowskiego znajdujące się na terenie księstwa raciborskiego – a więc dekanat pszczyński.

Zaniepokojony jest Jagiełło i dwór krakowski. Królowi zależy bardzo na poprawnych stosunkach z sąsiadującymi z Królestwem Polskim księstwami śląskimi, które formalnie należą do Korony Czech. Jan też się orientuje, że grozi mu ekskomunika, mimo że bronił swego. Zaproszony zostaje na rozmowy do Krakowa.

Porozumienie, po długich rokowaniach zostaje osiągnięte dopiero w 1391 r. 23 sierpnia tegoż roku, książę Jan II raciborski, by zadośćuczynić straty wyrządzone biskupowi krakowskiemu, nadaje mu trzy pograniczne wsie leżące w ziemi pszczyńskiej – Imielin, Chełm i Kosztowy. A po wystawieniu odpowiedniego dokumentu, 4 września, książę osobiście przekazuje biskupowi 500 kop groszy praskich w srebrze. Jagielle bardzo zależy na osiągnięciu zgody, bo poleca rajcom krakowskim pokryć częściowo koszty pobytu Żelaznego w Krakowie. Jednak zgodę, a właściwie sojusz z niepokornym księciem zapewni dopiero ślub z Heleną Korybutówną, wychowanicą dworu Jagiełły.

Jan II Żelazny prowadzi początkowo politykę zbliżenia z Jagiellonami, czego przejawem jest jego ślub zawarty w 1407 roku z księżną litewską Heleną Korybutówną i częste kontakty z dworem krakowskim, ale ostatecznie zwłaszcza pod wpływem narastającego w latach 20. XV wieku ruchu husyckiego w Czechach [popieranego przez Jagiellonów] związuje się z panującymi w Czechach Luksemburgami. W 1421 roku w czasie walk husyckich w Czechach i rywalizacji polsko-czeskiej o tron św. Wacława staje po stronie Zygmunta Luksemburczyka, a nie popieranego przez Jagiellonów Zygmunta Korybutowicza, co jednak nie przeszkadza mu, jak podaje Długosz, być obecnym na koronacji Zofii Holszańskiej, żony Władysława II Jagiełły .

Za jego czasów Pszczyna doczekała się fortyfikacji obronnych, drewniano – ziemnych (warownia posiadała niezależny system obronny). Powstały nowe wsie, kwitła gospodarka stawowa. A Bieruń zyskał prawa miejskie. Panowanie księcia opawsko-raciborskiego Jana II Żelaznego (1382-1424)  było więc dla Pszczyny i ziemi pszczyńskiej okresem pomyślnego rozwoju.

Dlaczego mieszczanie wiwatują?

Jest 3 kwietnia 1407 roku. Przed bramą miejską wiodącą do miasta stoją rajcowie. Burmistrz wypatruje, czy nie nadjeżdża. Wreszcie jest. Jest! woła, i daje znać ręką. Tłum mieszczek i mieszczan zaczyna wiwatować. Hałas się potęguje. – Witejcie, witejcie Ksiyżno Pani! – słychać. Kłaniają się nisko ojcowie miasta, klękają. Przez otwarte wrota miejskiej bramy przejeżdżają zbrojni mężowie, w drogocennych zbrojach. To Polacy. Ale kolejni wyglądają egzotyczniej, w długich szatach, turbanach, z krzywymi szablami – to Karaimowie darowani przez wuja Witolda, wielkiego księcia. Za nimi paziowie, a potem wystrojona karoca, z damami dworu. Pochód zatrzymuje się przed ojcami miasta. Klęczy burmistrz Wojciech Pacierz. – Witomy wos piyknie, naszo dostojno ksiyżno! – przemawia. Drzwi otwierają się, wygląda z nich zaciekawiona niewieścia głowa. To księżna Helena, która jedzie z samego Wawelu, oczko w głowie króla polskiego Jagiełły, jego bratanica. Jasnowłosa Litwinka, śpiewnym głosem, odpowiada, że miło jej na to powitanie, i że wszystkich mieszkańców Pszczyny pokocha, jak swoją rodzinę. – Bóg wam zapłać – mówi wzruszona powitaniem księżna. Mieszczki rzucają naręcza kwiatów przed ruszający pochód. – Niech cie Bóg dziecino prowadzi - mruczy burmistrz Pacierz, bo wie, że z Żelaznego to istny diabeł wcielony. I wie także, że to polityczny mariaż, za cenę spokoju król polski daje groźnemu księciu raciborskiemu swoją wychowanicę.

Helena nie może zapomnieć o litewskich stronach, puszczach pełnych zwierza i miodu. Tęskni, od chwili kiedy opuścić musiała rodzinny dom, ojca Dymitra, z dumnego i starego rodu Korybutów. Trafiła na wychowanie do wuja Jagiełły, któremu się poszczęściło, i został królem polskim. Ale za cenę oddalenia się od ruskiej wiary. Niektórym to nie pasowało, więc spiskowali przeciw Jagielle po cichu. Ale z biegiem czasu okazywało się, że dla Litwinów innej drogi niż związek z dworem polskim nie ma. Z jednej strony Zakon Krzyżacki, z innej Moskwa… Europa łacińska mamiła Litwinów. Chcieli być lepszymi od Rusów, wyróżniać się. Tymczasem nawet nie mieli własnego języka.

Zygmunt brat Heleny nie może towarzyszyć siostrze. Dla bezpieczeństwa zostaje na dworze krakowskim, choć protestuje. Ale Jagiełło nie wie, czego może spodziewać się po nowym sojuszniku, w końcu nie darmo mówią o nim – okrutnik. Czarna sława Jana już dawno dotarła do Polski.

Niemniej wjazd księżnej do miasta jest przewspaniały. Jagiełło wie jak zadbać o prestiż. Ślązacy widzą kapiące od złota i srebra końskie uprzęże. Wymoszczoną cennymi kamieniami włoską karetę zaprzężoną w białe rumaki. Dzwony biją. Mieszczanie wiwatują. Mieszczki rzucają kwiaty. Strojny pochód dociera do rynku. Przed okazałym, choć drewnianym ratuszem stoi rycerz Ferkacz, którego Helena poznaje. Był w Wilnie, kiedy rok temu posłował, przysłany przez księcia Jana.

Ferkacz poznaje wybrankę swojego pana, kłania się nisko. Towarzyszy mu kompan rycerz Zygmunt z Wisły Niemieckiej. Ferkacz zostaje pierwszym starostą reprezentującym księcia. Książę Jan zdaje sobie sprawię, że musi nadać odpowiednią rangę miastu i wzniesionemu dopiero co zamkowi. Tu przecież panią ma być Helena.

To właśnie w tej sprawie posłowali rok temu, w styczniu 1407 roku, obaj szlachetnie urodzeni Ślązacy. Ferkacz, pan na Międzyrzeczu, przez który przechodził stary szlak na Kraków, został uprzedzony wcześniej przez posłańców, że księżna się zbliża od Harmęż. Dyskretnie przydzielił jej kilku zbrojnych, w tym zaufanego sługę księżnej, rycerza Godzisława, zwanego Godźkiem, który przybył do jego majątku odpowiednio wcześniej. Poznał go w Wilnie podczas posłowania na tamtejszym zamku. Pamięta, że przybył do tronowej, gdzie przy prostym stole siedzieli wszyscy zainteresowani, łącznie z Witoldem księciem i Jagiełłą, królem polskim, który szykował już wtedy wojnę z Zakonem. Ale myślami i sercem był wciąż w litewskiej kniei. Dlatego wciąż tu powracał.

Ferkacz popełnił błąd. Jagiełłę poznał, ale potem ukłonił się – tego był pewien – najdostojniejszemu, i roślejszemu. Pomylił się. Nie był to książę Witold, jak mniemał, ale właśnie olbrzym Godziek. Ferkacz do niego zwrócił się ze słowami: - Dostojny książę. Godziek zbladł. – Jam nie książę – wypalił stłumionym głosem. Ferkacza zamurowało. A książę Witold poczerwieniał. Brakowało tylko, bo to też porywczy człowiek był, by sięgnął miecza. Albo wyszedł. Całe misterne Jagiełłowe plany wzięłyby w łep. A Ferkaczowe posłowanie psu na budę by się zdały. Co więc było robić? Zapanowała konsternacja.

I wtem Jagiełło się roześmiał. Po prostu się roześmiał. Napierw śmiał się on, później nieśmiało dołączali do niego inni litewscy możni. Ferkacz rozglądał się zdezorientowany. Godźka zatkało. A Witold utkwił pytający wzrok w Jagielle. I też wybuchnął spazmatycznym, gardłowym chichotem. – Jam jest książę, choć może nie rzucam się w oczy, jak ten olbrzym – spuentował niezręczną sytuację. Ferkacz próbował powiedzieć, że mu przykro, ale skłonił tylko głowę przed księciem bo i tak nikt go nie słyszał. Śmiali się już wszyscy.

Teraz jadą społem – rycerz Zygmunt, starosta Ferkacz i górujący nad wszystkimi Godziek. Dyskretnie prowadzą okazały pochód. Mijają browar, łaźnię. I przez zwodzony most nad fosą wjeżdżają na dziedziniec warowni. Tu czeka książę Jan z obstawą. Schodzi z konia i klęka. Powóz zatrzymuje się. Ale Helena nie wychodzi z powozu. Zamiast tego z okna, zwiewnie, ulatuje jedwabna biała, złocona chusteczka. Jan podnosi ją, całuje i przykłada do serca. Jest ciekawy wyglądu wybranki, ale zasłony powozu dobrze skrywają drobną Litwinkę. Orszak rusza dalej.

Ale nie kieruje się, ku zdumieniu niektórych gości i mieszczan, do kościoła miejskiego, bo ten ledwo co odbudowany, nie jest jeszcze w środku wykończony. Brak w nim nawet ołtarzy, choć nabożeństwa się odprawia. Pochód rycerzy, możnych sunie piaszczystym traktem przez leśną gęstwinę. Miasto, zamek się oddala. Coraz bardziej. Dokąd idą.

Odpowiedź jest na końcu tej drogi. Zza zielonej gęstwiny wyłania się wysoka, drewniana dzwonnica – to właśnie jej dźwięczny głos wita księżną. Tuż za nią jest kościół. Pradawny, mówią tutejsi, i cudami słynący. Modliła się w nim sama święta Jadwiga, żona księcia Henryka, co walczył z Tatarami. Temu nazywają kościółek „Jadwiżką”, jakby im matką był. W nim zapragnęła Litwinka wziąć ślub. To miejsce podpowiedział księżnej Ferkacz, choć Żelazny protestował. Ale tu wszystko tak bardzo przypominało litewskie strony…

Przed kościółkiem, spróchniałymi nieco drzwiami, stoi postać w purpurze otoczona przez asystę miejscowych duchownych. Biskup Piotr Wysz oczekuje książęcej pary, by udzielić im ślubu.

To największe wydarzenie w ostatnich latach. Największe i najpomyślniejsze w dziejach Pszczyny.

Książę Jan II Żelazny zaraz po ślubie w 1407 roku i zawarciu umowy ślubnej wyznacza dla swojej małżonki Heleny Korybutówny w 1411 roku tzw. dożywocie z wydzielonych z księstwa raciborskiego miast: Pszczyny, Bierunia i Mikołowa, a także Mysłowic. Litwinka po śmierci męża (w 1424 roku) sprawuje rządy w swoich pszczyńskich dobrach (aż do swej śmierci w 1449 roku). Za początek historycznego funkcjonowania ziemi pszczyńskiej przyjmuje się rok 1424, kiedy to księżna Helenę przejęła faktyczną władzę w wydzielonym wcześniej dla niej dziale. Warto podkreślić, że od 1437 roku tj. chwili przejęcia władzy w księstwie karniowskim, a także części księstwa raciborskiego z Rybnikiem i Raciborzem przez najstarszego z synów Heleny, księcia Mikołaja, oprawa wdowia podlega formalnie jego zwierzchności.

Księżna Helena zapisała się w dziejach Pszczyny jako inicjatorka fundacji kościelnych i charytatywnych, choć także wspierała rozwój handlowy miasta położonego przy ważnym europejskim szlaku handlowym z Krakowa do Wiednia i Francji. Jej też przypisuje się powstanie drewniano-ziemnego obwałowania wokół miasta, a także – choć tu opinie są rozbieżne – wzniesienie murowanego zamku. Helena kontynuowała po śmierci męża księcia Jana II Żelaznego akcję osadniczą w ziemi pszczyńskiej, dzięki czemu powstało w XV wieku kilka nowych wsi. Za jej rządów ziemia pszczyńska była dobrze zagospodarowana pod względem rolniczym, posiadała sieć drożną, spławne rzeki, młyny wodne, karczmy. Była także areną burzliwych wydarzeń politycznych, w tym zwłaszcza wojen husyckich, które niekorzystnie odbiły się na stanie zagospodarowania władztwa księżnej.


Pszczyna. To miasto też jest naszym bohaterem. I w tej kronikarskiej przypowieści

Bitwa, której nie było

Jest kwiecień 1433 roku. Husyci po zajęciu Rybnika stają pod Pszczyną. Plądrują okolicę. 10 kwietnia rozbijają obóz pod miastem. Mieszczanie widzą z kim przyjdzie się im zmierzyć. Husyci dysponują miażdżącą przewagą. Dobrze, że księżna Helena zadbała o miejskie obwałowania. Gdyby nie jej frasobliwość miasto już dawno by spłonęło. Do miasta ucieka, kto żyw – rycerze i kmiecie z rodzinami. Mieszczanie, prowizorycznie uzbrojeni, czuwają na drewniano-ziemnych umocnieniach i przy miejskich bramach. Dobrze, że jest jeszcze warownia, gdzie są zbrojni – oni na pewno dadzą radę czeskim heretykom, jeśli miasto – uchowaj Boże! – padnie. O, jakże zapobiegliwy jest nasz książę Jan, który hojnie uposażył zbrojnych w warowni. Nie darmo o nim prawią, że Żelazny z niego pan. Twardy i nieustępliwy, a przewidujący.

Husyci urządzają przemarsze. Mieszczanie szykują się do bitwy. Pewno będzie wielki rozlew krwi, bo obie strony są zawzięte. Husyci, chcą złupić miasto, tak ja spustoszyli włości księżnej Heleny i księcia Jana. Spodziewają się bogatych łupów. Ale wiedzą, że walka nie będzie łatwa, bo miasto jest porządnie umocnione, fosy głębokie. A do tego jeszcze zamek, zbrojni i ten duch walki u pszczyńskich mieszczan. Pszczyniacy są zawzięci bronić swego do upadłego. Wiedzą, co ich czeka w razie klęski. Z okolicznych wsi ostało niewiele domostw. A Husyci nie oszczędzają nawet kościołów. Bezbożnicy.

Obroną miasta kieruje waleczny rycerz Zygmunt z Niemieckiej Wisły, który decyduje się nie poddawać miasta. Odgłosy tego, co wyrabia się na Śląsku, trafiają na dwór polski, do Krakowa. Król Władysław Jagiełło, pogromca Krzyżaków, toć przecie krewny pszczyńskiej księżnej. Zainteresowanie się toczącymi się wydarzeniami jest więc naturalne. Król chce pomóc swojej bratanicy. A husyci skądinąd darzą króla szacunkiem. I nie chcą go do siebie zrażać.

W rozbitym pod miastem obozie husyckim 11 kwietnia zjawiają się posłańcy króla polskiego, bracia Piotr i Jan Szafrańcowie. Proponują Czechom ugodę. Jeśli zostawią terytoria Heleny w spokoju będą mogli spokojnie przejść przez teren Królestwa Polskiego na Spisz i Górne Węgry. Husyci długo ważą korzyści, ale nie chcą do siebie zrażać potężnego sąsiada. Ustępują. 19 kwietnia 1433 roku cofają swoje oddziały spod Pszczyny. Mieszczanie, rycerstwo i chłopstwo wiwatuje. Cud, to był cud wołają. A księżna Helena funduje w okolicznych kościołach wotywne ołtarze.


spisał Johann Godziek, potomek rycerza księżnej Heleny